Mój pierwszy kontakt z poligrafią – Romayor z Trzy Lipy
Zanim opowiem tę historię, muszę zaznaczyć jedno: kiedy przy ul. Trzy Lipy działały zakłady graficzne, byłem zbyt młody, żeby naprawdę rozumieć, czym jest poligrafia. Nie wiedziałem jeszcze, czym różni się druk offsetowy od sitodruku, nie znałem nazw maszyn, a Romayor czy Heidenberg brzmiały jak egzotyczne urządzenia z innego świata.
Ale zapamiętałem to, co w świecie druku najważniejsze.
Pamiętam huk maszyn. Pamiętam zapach farby drukarskiej. Pamiętam Romayory, które wyglądały jak stalowe bestie. I pamiętam ludzi — skupionych, pewnych, wykonujących swoją codzienną alchemię.
To były moje pierwsze obrazy poligrafii w Gdańsku. Tajemnicze, nowe, nie do końca zrozumiane, ale niezwykle mocne. I dopiero dziś, po latach pracy w branży, potrafię spojrzeć na tamto miejsce i czas z pełną świadomością jego znaczenia.
Ten tekst jest więc nie tylko dokumentem. To powrót do korzeni poligrafii — i do miejsca, które zapisało się we mnie, zanim w ogóle wiedziałem, że druk stanie się częścią mojego życia.
Zakłady Graficzne przy Trzy Lipy 3 — historia, upadek i przemiana miejsca, które drukowało Gdańsk
Początki: Państwowe Zakłady Graficzne (1983–1990)

Według Gedanopedii, w latach 1983–1990 przy ul. Trzy Lipy 3 funkcjonowały Państwowe Zakłady Graficzne, jeden z najważniejszych zakładów poligraficznych na Wybrzeżu
Źródło:
🔗 https://gdansk.gedanopedia.pl/gdansk/?title=TRZY_LIPY
(wg relacji z artykułu „panstwo-rzuca-klody”, powstanie zakładów datuje się na 1946 rok)
🔗 https://gdansk.naszemiasto.pl/panstwo-rzuca-klody/ar/c3-5712357
utworzeniu przedsiębiorstwa państwowego pod nazwą: „GDAŃSKIE ZAKŁADY GRAFICZNE”
🔗 Centralny Urząd Planowania – powołanie przedsiębiorstwa na podstawie dekretu z 1947 roku
Była to klasyczna drukarnia PRL — miejsce, w którym:
- powstawały książki, materiały urzędowe i druki akcydensowe,
- pracowały wielkie maszyny offsetowe,
- działały sekcje składu, montażu, drukarni i introligatorni,
- hałas, gorąco i ciężki zapach farby tworzyły klimat typowy dla poligrafii lat 80.
Zakład stanowił filar lokalnej produkcji drukarskiej i jeden z największych ośrodków poligraficznych w regionie.

W części materiałów źródłowych, które prawdopodobnie pochodzą z 1973 roku, zakład opisywany jest jako „nowy zakład na peryferiach, w dzielnicy Nowolipie”. Chodzi o ten sam kompleks, który później funkcjonował pod adresem Trzy Lipy 3. Ulica Nowolipie prowadziła właśnie do dawnego majątku Trzy Lipy, stąd zamienne używanie obu nazw w prasie i dokumentach z lat 70. i 80.
Transformacja lat 90.: prywatyzacja i walka o przetrwanie
Wejście w lata 90. oznaczało dla wielu państwowych drukarń w Polsce — w tym dla Trzech Lip — czas trudnych przemian.
Zakład przeszedł:
- zmianę struktury własności,
- przekazanie obiektu Skarbowi Państwa,
- próby prywatyzacji,
- dzierżawy nieruchomości,
- konfrontację z rynkową konkurencją i spadkiem nakładów.
W marcu 2003 roku portal Naszemiasto opisał sytuację drukarni działającej wówczas jako Gdańskie Zakłady Graficzne Sp. z o.o., wskazując m.in. na problemy z warunkami dzierżawy i negocjacjami z AMW:
🔗 https://gdansk.naszemiasto.pl/panstwo-rzuca–klody/ar/c3-5712357
Dla wielu pracowników był to czas, gdy przemysł poligraficzny PRL zderzał się z kapitalizmem.
Wielkie, analogowe hale musiały rywalizować z prywatnymi, elastycznymi drukarniami powstającymi w garażach z Romayorem 313 jako pierwszą maszyną.
Upadłość: koniec zakładów i zamknięcie epoki
W oficjalnej Bazie Zlikwidowanych Zakładów Pracy ZUS widnieje wpis:
Gdańskie Zakłady Graficzne S.A. — w upadłości
adres: ul. Trzy Lipy 3, Gdańsk z archiwum dokumentów do 2002 roku.
Źródło:
🔗 https://www.zus.pl/web/… (po wejściu wyszukaj „Gdańskie Zakłady Graficzne”)
a sytuacja likwidowanego zakładu opisana jest tutaj
🔗 Zakłady Graficzne znikną z krajobrazu Gdańska (https://gdansk.naszemiasto.pl/ 19 lipca 2002)
To formalne zakończenie działalności drukarni na Trzech Lipach.
W tym czasie zaczęły pojawiać się pierwsze archiwalne zdjęcia pustych hal — surowe mury, opuszczone pomieszczenia, ślady po maszynach, resztkach palet i farb. Jedną z nielicznych dokumentacji tego miejsca zawiera blog Piecki–Migowo Historia:
🔗 https://piecki-migowo-historia.blogspot.com/2020/11/belgradzka.html
To wizualny zapis upadku jednego z najważniejszych zakładów poligraficznych w Gdańsku i czas powstawania nowych wtedy jeszcze małych drukarń ….
Nowe życie terenu: od drukarni do technoparku
Po wyburzeniu części hal lub ich adaptacji, teren przy Trzy Lipy przeszedł zupełnie nową drogę.
Zgodnie z danymi z Gedanopedii i GPNT:
- część obiektu została włączona w Centrum Handlowe Morena (otwarcie 2002),
- pozostałe budynki zaadaptowano między 2006 a 2011 r. do celów Gdańskiego Parku Naukowo-Technologicznego.
Źródła:
🔗 https://gdansk.gedanopedia.pl/gdansk/?title=TRZY_LIPY
🔗 https://gpnt.pl/o-nas
Tam, gdzie kiedyś słychać było Romayory i Heidenbergi, dziś stoją biurowce, laboratoria, start-upy i coworkingi. To symboliczny obraz transformacji poligrafii i miasta.
Co zakłady na Trzech Lipach znaczą dla historii poligrafii?
Zakłady graficzne na Trzech Lipach to:
- jedno z najważniejszych miejsc poligrafii na Wybrzeżu,
- szkoła zawodu dla pokoleń drukarzy,
- symbol świata analogowej produkcji,
- świadek transformacji polskiego rynku druku,
- część historii Gdańska, której dziś nie widać gołym okiem.
Dla mnie to także osobisty punkt odniesienia — pierwsze obrazy maszyn, zapach farby, echo hal, które zapamiętałem jako dziecko.
Miejsce, które drukowało Gdańsk
Historia zakładów przy Trzy Lipy 3 to nie tylko los jednego przedsiębiorstwa.
To opowieść o:
- końcu industrialnej poligrafii,
- narodzinach prywatnych drukarni lat 90.,
- zmianach technologicznych,
- transformacji gospodarczej,
- oraz o tym, jak całe miasto zmienia swoje przemysłowe DNA.
Drukarnia, która kiedyś była sercem produkcji, dziś ustąpiła miejsca technologii i nowym funkcjom — ale jej historia nadal oddycha w pamięci ludzi, którzy ją widzieli, oraz w archiwach, które pozwalają ją dziś odtworzyć.
Historia zakładów graficznych (pełny, uporządkowany zapis faktów – cytat z Naszemiasto)
1946 r. – przy ul. Trzy Lipy 3 powstały państwowe Zakłady Graficzne w Gdańsku.
1996 r. – prywatyzacja Zakładów Graficznych w Gdańsku.
Spółka Atext SA podpisała umowę ze Skarbem Państwa na leasing nieruchomości i maszyn po ZG.
Atext jednak umowy nie dotrzymał i nie zapłacił Skarbowi Państwa około 2,5 mln zł.
Cały majątek wrócił więc do Skarbu Państwa.
2000 r. – Atext zmienił nazwę na Drukarnia Gdańska SA.
Luty 2000 r. – powstały Gdańskie Zakłady Graficzne SA.
Utworzone przez Polskie Drukarnie Dziełowe sp. z o.o., jedną z wielu spółek, jakie powołał Atext.
GZG zawarły umowę dzierżawy ze Skarbem Państwa na budynki i część maszyn.
Marzec 2001 r. – ruszyła produkcja w GZG SA.
Zakład zatrudniał około 100 osób.
Maj 2002 r. – firma zalegała z opłatami, m.in. za czynsz wobec Skarbu Państwa.
Sierpień 2002 r. – złożono wniosek o upadłość GZG.
Sierpień 2002 r. – kielecka firma Drogowiec dzierżawi od Skarbu Państwa GZG.
Podpisuje z pracownikami umowy tylko do końca 2002 roku.
Produkcja stoi.
Grudzień 2002 r. – firma Drogowiec rozwiązała umowę dzierżawy ze Skarbem Państwa.
Grudzień 2002 r. – przetarg na dzierżawę wygrały Gdańskie Zakłady Graficzne sp. z o.o.
Firma zatrudniła około 100 osób i uruchomiła produkcję.
Źródło:
🔗 https://gdansk.naszemiasto.pl/panstwo-rzuca-klody/ar/c3-5712357
Źródła
- Gedanopedia – „Trzy Lipy”
🔗 https://gdansk.gedanopedia.pl/gdansk/?title=TRZY_LIPY - Naszemiasto – „Państwo rzuca kłody”
🔗 https://gdansk.naszemiasto.pl/panstwo-rzuca-klody/ar/c3-5712357 - ZUS – Baza Zlikwidowanych Zakładów Pracy
🔗 https://www.zus.pl/web/biuletyn-informacji-publicznej/inne/rejestry-ewidencje-i-archiwa - Gdański Park Naukowo-Technologiczny
🔗 https://gpnt.pl/o-nas - Piecki–Migowo Historia – zdjęcia archiwalne
🔗 https://piecki-migowo-historia.blogspot.com/2020/11/belgradzka.html
Uwaga eksperta DDC Media
Dziś, kiedy drukujemy nowoczesne LED-boxy, ścianki tekstylne, HopUpy, systemy LUMIX, grafikę sublimacyjną czy wielkoformatowe tkaniny, nawet nie zauważamy, jak ogromną drogę przeszła poligrafia — od Romayora, przez Heidenberga, aż po precyzyjne maszyny 3- i 5-metrowe, które robią to, co kiedyś było niewyobrażalne.
I może właśnie w tym jest największa ironia losu — że stojąc w świecie nafaszerowanym technologią, w halach pełnych automatyki, LED-ów, robotów i cyfrowych workflow, wciąż jesteśmy dziećmi tej samej historii. Historii, która zaczęła się na Trzech Lipach w 1946 roku, a dziś, kiedy patrzymy na świat z zupełnie innych perspektyw i miejsc, choćby z wyjazdu do Larnaki, widzimy, jak te przemiany splatają się z naszym własnym doświadczeniem i tym, jak opowiadamy o druku.
Może drukarnia, w której dziś zamawiasz systemy targowe, powstała dzięki ludziom, którzy uczyli się rzemiosła w tamtych halach.
Może operator sublimacji, który drukuje Twoje tkaniny, zaczynał kiedyś na tej samej maszynie Romayor, którą ja pamiętam z dzieciństwa.
A może technologia, z której korzystasz — lekka, szybka, precyzyjna — jest efektem tamtych upadków, tamtych prób, tamtych przetasowań poligrafii w latach 90.
Bo jedno jest pewne:
dzisiaj jesteśmy w epoce kolejnych przemian, kolejnych skoków technologicznych — i to jest piękne.
To moment, w którym historia i teraźniejszość stykają się ze sobą jak dwa światy druku: ciężkie stalowe bestie tamtych lat i lekka, elastyczna, nowoczesna poligrafia, którą tworzymy teraz.
I każdy wydrukowany LED-box, każda ścianka LUMIX, każda rolka tkaniny wychodząca z sublimacji jest małym dowodem na to, że ta historia żyje dalej.
W nas. W branży. W Gdańsku. I w każdym miejscu, gdzie druk wciąż próbuje opowiadać swoją własną opowieść.
Zobacz, jak brzmiała poligrafia tamtych lat — Romayor w pracy
Na koniec zostawiam coś szczególnego: krótki film znaleziony w internecie, pokazujący Romayora 313 w pracy — małą, legendarną maszynę offsetową, której maksymalny format druku (około A3+) jest dziś standardem niejednej biurowej drukarki kolorowej. A wtedy był to sprzęt, na którym opierały się całe drukarnie.
Słychać ten charakterystyczny stukot, rytm metalu i widać zębatki, które potrafiły się zacinać w najmniej odpowiednim momencie. Słychać farbę, wałki, uderzania przekładek — dokładnie taki dźwięk, jaki pamiętam z tamtych lat.
Tak wyglądała codzienność poligrafii, zanim przyszła automatyka, LED-y, sublimacja i dzisiejsze systemy targowe.

